, Media

danuta-huebner-AP-oped14528192

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z najnowszym wpisem prof. Danuty Hübner naopisanym dla serwisu internetowego tygodnika Polityka.

 

Kultura dominująca, czyli fałszywa polityka

 

Dziesięć lat temu Unia Europejska znalazła się w obliczu rzeczywistego kryzysu, który zagroził jej gospodarczej spoistości. Potrafiliśmy się wtedy zmobilizować, dość szybko zbudować mechanizmy odpornościowe, zrestrukturyzować strefę euro i wypracować narzędzia dla lepszej współpracy.

Teraz zagraża nam inny kryzys, wyrosły na gruncie szerzącego się populizmu. W Europie jest on obecny prawie wszędzie, w mniejszej lub większej mierze. Niemniej najgroźniejsze formy przybiera w naszej części Europy w postaci tzw. polityki tożsamości.

Jest to polityka z gruntu nierealna, oderwana od rzeczywistości tych procesów, które mają miejsce w Europie. Unia musi stawić czoła wyzwaniom kluczowym dla naszej pozycji w świecie globalnym, dla jakości naszego życia, być w awangardzie najnowszych trendów technologicznych i jak najefektywniej wykorzystać je dla rozwoju demokracji. Tymczasem w niektórych państwach członkowskich, niestety w „naszej” środkowo-wschodniej części Unii, politycy coraz częściej odwołują się do sztucznie konstruowanych tożsamości. Nawiązują do często odległej historii, propagując ideę „kultury dominującej”, która ma być wyrazem oporu wobec „narzucanej przez Europę” wielokulturowości i multietniczności.

Wybitny polski historyk XIX-wieczny Józef Szujski pisał: „Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”. Polityka oparta na fałszywie zrekonstruowanej wizji przeszłości – czy to w postaci „wielkich Węgier”, czy „bezgrzesznej Polski” – będzie zawsze polityką fantomową, opartą na wyciąganych z upiornych rekwizytorni fantazmatach. Jest to polityka pozbawiona etyczności, a co za tym idzie, odwołująca się, w ostateczności, do kultu siły.

Nieprzypadkowo w Polsce i na Węgrzech demokracja liberalna jest odrzucana jako „słaba”. Tożsamościowi politycy wyczuwają, że demokracja liberalna ma swoje głębokie korzenie w tym, co Vaclav Havel nazwał „siłą bezsilnych”, opartą na wierze w jednostkę, na tym, że każdy – jak pisał czeski prezydent – „choćby nic absolutnie nie znaczył i był całkiem bezsilny – może zmienić świat”. Według tożsamościowych polityków to czysty i złudny idealizm, bo tylko moc zawarta w masie daje przewagę w geopolityce światowej i w międzyludzkiej psychomachii.

Polityka tożsamościowa jest w swej istocie polityką negującą istnienie racjonalnych wyborów politycznych. Ona nie szuka rozwiązań, szuka wrogów i kozłów ofiarnych. Raz będzie nim ubogi imigrant czy uchodźca, a innym razem miliarder, jak George Soros – obaj widziani jako wcielenie kosmopolityzmu, niesprowadzający celu swojego życia do identyfikacji narodowej.

Przywódcy odrzucający demokrację liberalną widzą przyszłość Unii Europejskiej w czarnych barwach, a jedynego ratunku dla „upadłej” Europy upatrują w rozszerzaniu się tzw. demokracji suwerennej (nieprzypadkowo jest to skopiowana wersja tego, co proponował dla Rosji Władisław Surkow).

To jest ogromne wyzwanie dla społeczeństw, ale także dla całej Unii jako systemu politycznego. Pokonać kryzys zagrażający wartościom europejskim na najbardziej fundamentalnym poziomie możemy – ale tylko otwarcie przeciwstawiając się napierającym fałszywym konstruktom intelektualnym proponowanym przez tych, którzy próbują przechwycić europejski dyskurs i przekształcić go w narzędzie nacjonalistycznej propagandy.

Musimy być całkowicie pewni swoich racji i nie ulegać uwodzącym syrenim głosom, które chcą nam wmówić, że istnieje jakaś „dominująca kultura” (w domyśle „biała” i wykluczająca imigrantów oraz Europejczyków innego koloru skóry) i że przyszłością Europy jest demokracja inna niż liberalna.

 

Tekst można też przeczytać pod tym linkiem.